web analytics

Kilka słów o okładce

Skoro pisałam już o tym, dlaczego książka ma tytuł taki, a nie inny, dziś napiszę o okładce. Ale najpierw nieco historii. Jak zamieniono skórzane okładki książek na te płócienne?

Wynalezienie płóciennych okładek książek przypisuje się Archibaldowi Leightonowi, londyńskiemu introligatorowi, który na początku lat dwudziestych dziewiętnastego wieku eksperymentował z materiałami introligatorskimi. Tkaniny krawieckie nigdy wcześniej nie przyjęły się jako materiał na okładki książek, ponieważ były trudne w obróbce. Np. klej przesączał się przez splot i wszystko paskudził, materiał nie był wystarczająco wytrzymały, by służyć długi czas.

Leighton wymyślił sposób na zaklejanie, a raczej powlekanie materiału skrobią, aby łatwiej było przykleić go do okładek książek. We wczesnych latach produkcji płótna, w latach dwudziestych-trzydziestych, nie było one popularne w introligatorstwie, za to potem zamiast skóry królowało!

Wraz z modą na zieleń, płócienne okładki książek farbowane były na tenże kolor (i jak już pewnie wiecie, bądź się domyślacie, były trujące). Dlatego od początku wiedziałam, że okładka książki musi być zielona oraz jak najbardziej podobna do okładek z lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku.

oczekiwania, czyli mój projekt

Taką oto wizję posłałam do Joanny Widomskiej, która miała stworzyć moją okładkę. Miało być zielono (wręcz jadowicie, gdyż mordercza zieleń ma takiż odcień), dużo ornamentów i powycierane miejsca, gdzie się najczęściej paluchami jej dotyka. Gdy dotarła do mnie próbna wersja okładki, od razu posłałam ją do Melissy Tedone, która o morderczych zielonych książkach wie wszystko, z pytaniem, czy tak mogłaby wyglądać trująca wiktoriańska okładka, po jakiś 160 latach intensywnego używania.

Dla mojej wizji niestety okazuje się, że macanie arsenicznej książki jest niebezpieczne, jednak kolor nie zostaje na palcach. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że mają truciznę na rękach!

Jednak z biegiem czasu, gdy kolor z płótna się zużywał, na okładce można było zauważyć jaśniejsze plamy, prześwity materiału, zwłaszcza jeśli nastąpiło uszkodzenie wodą (zalanie, albo ktoś ją czytał z mokrymi rękoma). Jeśli przyjrzycie się dokładnie, zobaczycie takie nieznaczne ślady zniszczenia.

Tak teoretycznie wygląda okładka książki po 160 latach intensywnego używania, zalania i dotykania mokrymi palcami:

rzeczywistość, czyli produkt finalny

A oto przykłady prawdziwych trujących arsenicznych książek z XIX wieku (z Poison Book Project):

Czy moja okładka jest trująca? Drukarnia mówi, że do uzyskania zieleni używają mieszaniny żółtego z niebieskim, ale kto ich tam wie! Tak czy siak, myjcie rączki!

 

KUP! https://wydawnictwoix.pl/produkt/mordercza_zielen/

Back to Top