web analytics
Skip to content

Wykorzystywanie arszeniku jako koloru (The Times 4 września 1863)

Od kilku lat zarówno w tym, jak i w innych krajach powszechną praktyką jest stosowanie do przeróżnych celów zdobniczych i dekoracyjnych szczególnie żywej zieleni wytwarzanej przy użyciu arseniny miedziowego. Uzyskany w ten sposób kolor nie jest naturalny. Nie jest to zieleń ni drzew, ni roślin czy trawy, ale jest niezwykle jaskrawa i atrakcyjna. Ale w naśladowaniu tych obiektów wyparła mniej zdecydowane odcienie natury. Po wprowadzeniu tej nowej barwy, od czasu do czasu docierały do opinii publicznej plotki na temat cierpienia którego doświadczali ludzie, którzy z nią pracowali bądź nieszczęść spowodowanych użyciem tych artykułów, do których została ona zastosowana. Jednak dopiero niedawno kompetentna władza wypowiedziała się o jej charakterze i skutkach, a jej szkodliwy charakter został jasno wykazany.

W listopadzie 1861 roku w na naszych łamach zwrócono uwagę na śmierć młodej kobiety zatrudnionej w fabryce sztucznych kwiatów przy Judd-Street, Euston-road, która została otruta przy pracy z użyciem zieleni arszenikalnej. Sprawa została podjęta przez Ladies’ Sanitary Association, a dr Hillier, oficer medyczny parafii St. Pancras napisał o tym do sekretarza stanu. W wyniku otrzymania wiadomości od Sir George’a Greya wydział medyczny Tajnej Rady polecił doktorowi Guyowi zbadać sprawę. Ostatecznie śledztwo zostało rozszerzone na znacznie szersze kręgi stosowania arszeniku w sztuce i jego wpływu na życie oraz zdrowie. Wyniki śledztwa zostały opublikowane w formie załącznika do raportu biura medycznego Tajnej Rady na rok 1862. Zieleń arseniczna jest, jak stwierdził dr Guy, powszechnie używana do barwienia printów, tapet, papierów ozdobnych, tarlatanów na suknie balowe oraz sztucznych kwiatów. W mniejszym stopniu do barwienia słodyczy. Jej zastosowanie do wszystkich tych celów wiąże się z większym lub mniejszym niebezpieczeństwem dla życia ludzkiego i prawie pewnym uszczerbkiem na zdrowiu osób, które wytwarzają lub używają barwione nią przedmioty.

Środek barwiący jest powszechnie stosowany w postaci zielonego proszku, znanego w tym kraju jako „zieleń szmaragdowa ”. Ale nazywa się go również „zielenią Scheelego” od nazwiska jej odkrywcy, lub też „zielenią szwajnfurcką” od miasta we Frankonii, gdzie po raz pierwszy produkowano go na dużą skalę. Jest importowany w dużych ilościach z zagranicy, a w jeszcze większych ilościach produkowany w Anglii, gdzie podobno uzyskuje się nie mniej niż 500-700 ton rocznie. Jego skład chemiczny to sześć części kwasu arsenawego, dwie części tlenku miedzi oraz jedna kwasu octowego. Nie trzeba więc dodawać, iż jest to bardzo silna trucizna.

Manufaktura prowadzona na wolnym powietrzu nie powoduje większych problemów u zatrudnionych tam osobach. Mężczyźni, którzy tworzą proszek cierpią na czyraki i wypryski lub lekkie swędzenie w nozdrzach i w zgięciach ramion. Ci, którzy go pakują czują swędzenie i kichają, ale to wszystko. Gdy praca jest wykonywana w pomieszczeniach, pojawiają się poważniejsze skutki. Robotnicy są dotknięci wybroczynami, wysypką i silnym swędzeniem. Ci, którzy piją cierpią najbardziej. Lecz gdy praca zostanie przerwana, a zwłaszcza jeśli zostaną podane leki chłodzące, objawy wkrótce znikają. Obrażenia powodowane przez zieleń szmaragdową nie ograniczają się do jej trującego charakteru po spożyciu, ani też nie wynikają głównie ani w żadnym dużym stopniu z jej trującego charakteru. Niekiedy jednak z tego powodu rodzą się nieszczęścia. Kolor mineralny jest często stosowany przy malowaniu sklepów, zwłaszcza u piekarzy, w warzywniakach i u cukierników. Zdarzało się, iż artykuły, którymi handlowały te osoby, były poplamione farbą, a może i konsumowane bez jej zauważenia. Zabawki są nie tylko barwione związkiem arsenu, ale zabarwiony na zielono papier jest używany jako atrakcyjny wypełniacz pudełek z suszonymi owocami, jako opakowanie na czekoladę, cukierki i inne wyroby cukiernicze, jako materiał torebek na artykuły spożywcze różnego rodzaju oraz jako wyściółka do szafek i szuflad lub jako wierzch biletów, pudełek czy okładki książki.

Stosowana w dowolny z tych różnych sposobów trucizna jest dostępna dla małych dzieci, które nierzadko chorują po wyssaniu kuszącego koloru. Co gorsza, cukiernicy mieli do niedawna zwyczaj używania zieleni szmaragdowej jako pigmentu i odnotowuje się przypadki niebezpiecznych lub śmiertelnych konsekwencji, jakie przydarzają się dzieciom, które spożyły fragmenty ozdobnych koszy, ozdób ciast, słodyczy, łakoci lub tart jabłkowych zabarwionych trucizną, a dorosłym z jej nieświadomego stosowania do barwienia budyniu. Z satysfakcją dowiadujemy się, że szanowani cukiernicy nie używają już do tych celów acetoarsenianu miedzi, ale niestety bardziej ignoranckie lub lekkomyślne osoby nadal stosują się do starej praktyki.

To właśnie poprzez dyfuzję proszku w atmosferze i jego wchłaniania do organizmu wraz z oddechem lub przez skórę płyną najpoważniejsze konsekwencje; A jeśli chodzi o tych, którzy nie pracują w manufakturach, w których używany jest kolor, najbardziej ogólne ryzyko wynika z jego zastosowania do barwienia tapet. W takich przypadkach ilość użytego „szmaragdu” jest często taka sama: od 28 do 70 granów na stopę kwadratową. Jest on na ogół bardzo luźno przyczepiony do papieru i łatwo się odrywa, zwłaszcza gdy działanie potęguje wilgoć. Jego obecność w powietrzu często powoduje bardzo poważną niedyspozycję. Tapety zabarwione zielenią szmaragdową są wprawdzie często używane bez problemów, lecz przypadki, w których zaszkodziły osobom zajmującym pokoje nimi wytapetowane są nazbyt liczne i zbyt dobrze uwiarygodnione, aby można było wątpić w ich przyczynę.

W dwóch przypadkach, o których wspomniał dr Guy cierpiały młode kobiety, których choroba trwała przez dłuższy czas. Były wielokrotnie zabierane z domu w celu zmiany powietrza. „Kiedy nie korzystały z pomieszczeń, których ściany były pokryte trującą tapetą, szybko odzyskały zdrowie, ale gdy tylko do nich wróciły, choroba równie szybko wracała”. Najbardziej widocznymi objawami w tych przypadkach były wymioty, biegunka, spazmy, skurcze, suchość w ustach i gardle, szybki puls, utrudnione oddychanie i suchy kaszel. W jednym z nich, w którym podawano Nux Vomica i inne aktywne środki, pacjentka cierpiała na bóle głowy, drgawki i stan przed paraliżowy po lewej stronie. W obu przypadkach po usunięciu ponoszących winę tapet nastąpiło szybkie wyzdrowienie. Ci, którzy najbardziej cierpią z powodu trujących skutków szmaragdowej zieleni, to osoby, które używają jej w niektórych procesach produkcyjnych; a ze wszystkich cierpiących zdecydowanie najbardziej cierpią wytwórcy sztucznych kwiatów, z których ponad pięć szóstych stanowią kobiety.

Inne podstawowe operacje, w których stosuje się ten kolor to drukowanie w kolorach, wytwarzanie zielonego papieru, który jest używany do opakowań ozdobnych, oraz barwienie tapet. Osoby, które się tym zajmują, są mniej lub bardziej dotknięte trucizną. W kolorowym druku występuje najmniejsza ilość szmaragdowej zieleni, a ekspozycja na jej wpływ jest nieciągła więc, jak można się spodziewać, jej skutki są najmniej widoczne. W celu nadania zieleniom pożądanego blasku, proszek nanosi się na wilgotną chromolitografię kawałkiem wacika lub pędzelkiem z włosia wielbłąda, a nadmiar strzepuje większą i mniej zwartą szczotką. Opylanie jest powszechnie, a wykonują to chłopcy. Prasę obsługują dorośli mężczyźni. Chłopcy są najbardziej bezpośrednio narażeni na działanie trucizny i to oni są nią najbardziej dotknięci. Po dwóch lub trzech dniach pracy przy opylaniu odczuwają niektóre z następujących objawów: swędzenie i bolesność ust i nosa, krwawienie, katar lub zatkanie nosa, kichanie, trudności w oddychaniu i ból głowy. W większości przypadków atak zaczyna się jak zwykłe przeziębienie, a w niektórych nie wykracza poza to. W mniejszym stopniu wszystkie osoby pracujące w pomieszczeniu, w którym używa się szmaragdowej zieleni, chociaż same nie miały z nią bezpośredniego kontaktu są podobnie chore. Mężczyźni, którzy pracują przy prasach kichają, cierpią na ból nosa, wysypkę wokół niego i górnej wargi oraz bóle głowy. Ani chłopcy, ani mężczyźni nie pracują z trucizną dłużej niż dwa lub trzy dni pod rząd; a kiedy praca zostaje zawieszona, wkrótce odzyskują zdrowie.

Wytwórcy szmaragdowozielonych artykułów papierowych do celów zdobniczych znacznie dotkliwiej cierpią z powodu używania trującego koloru. Produkcja tych papierów na wizytówki, opakowania, etykiety, wyściółki do szuflad i szafek są w dużej mierze wykonywane w Londynie. W niektórych zakładach zatrudnia się mężczyzn, w innych pracę wykonują głównie młode kobiety i dzieci. Ilość pigmentu użytego do produkcji jest bardzo duża, prawdopodobnie nie mniej niż pół uncji potrzebne jest do zabarwienia prostego arkusza, który jest farbowany z obu stron. Proszek najpierw miesza się z ciepłym klejem i wodą za pomocą pędzla lub dłoni, aby zaoszczędzić czas. Następnie mieszankę rozprowadza się na papierze jednym pędzlem i doprowadza do równej powierzchni innym. W trakcie tych czynności ręka robotnika ma stały kontakt z truciznami, a naturalne ruchy przekazują ją do ust, nosa i na twarz. Jego efekty są zarówno ostre, jak i szybko rozwijające się. W jednym przypadku wspomnianym przez dr Guya, robotnik po około trzech minutach stosowania substancji cierpi na pieczenie twarzy, cieknie mu z nosa i kicha. „Objawy te nasilają się, a następnego dnia twarz staje się czerwona, a skóra pęka i jest uczucie oparzenia. W odstępie jednego, dwóch lub trzech dni pojawiają się owrzodzenia, czasami na zgięciach ramienia, czasem na twarzy, czasem z tyłu szyi. Najpierw duża czerwona plama, a potem ropiejąca rana. Raz pod koniec pierwszego dnia twarz tak opuchnięta, że policzki znajdowały się na poziomie nosa. Temu obrzękowi towarzyszyło nieznośne pieczenie. Nos zostaje zatkany i krwawi. Czasami cierpi na silny ból głowy, czasami na bóle jelit, ale bez zaparć i biegunek, czasami na nudności, ale bez wymiotów. Ciało jest czasem schodzi z paznokci.” Wszyscy, którzy są zatrudnieni w tej manufakturze, po krótkim czasie cierpią na wiele z tych objawów, ale nie zawsze na wszystkie. Być może jedną z najbardziej irytujących jest wysypka, która pojawia się co dzień lub dwa i atakuje wszystkie części ciała pokryte włosami. Skutki trucizny nie są trwałe, a po przerwaniu pracy mijają w ciągu jednego lub dwóch dni.

W przypadku szmaragdowej zieleni do produkcji tapet stosuje się silniejszą klejonkę, ilość w powietrzu jest mniejsza, a skutki wywierane na robotników są mniej wyraźne. Kolor, który miesza się czasem nierozcieńczony, a czasem mieszany w ciepłej wodzie i klejonce, szybko rozprowadza się po papierze za pomocą dużych okrągłych pędzli, a mężczyźni są w stanie kontynuować tą pracę przez sześć tygodni lub dwa miesiące pod rząd bez odczuwania niczego więcej niż lekkiego swędzenia twarzy i objawów przeziębienia, któremu czasami towarzyszy wysypka na twarzy, zgięciach ramion i innych stawach. Obrażenia wyrządzone przez te tapety po ukończeniu pracy wydają się poważniejsze niż te, które dzieją się osobom, które są zaangażowane w produkcję. Na skutek działania trucizny cierpią nie tylko mieszkańcy wytapetowanych pomieszczeń, ale także robotnicy zatrudnieni do ich wieszania. Kiedy krawędzie papieru są odcięte, kurz pigmentowy jest w dużej mierze rozpraszany w powietrzu, a ludzie nie mogą roztropnie pracować nad wieszaniem tych zielonych kartek przez więcej niż dwa dni na raz. Mają duszności i objaw silnego przeziębienia, a w niektórych przypadkach mają wysypkę. Zdejmowanie takich tapet ze ścian wiąże się również z niedogodnością, jeśli nie niebezpieczeństwem. Pewien mężczyzna, który zdął tapetę tylko z jednego pokoju był chory przez całą noc i następny dzień z objawami jak cholera. Miał skurcze, nudności i bóle żołądka.

Najbardziej odczuwa się szkodliwe działanie tej szmaragdowej zieleni przy wytwarzaniu sztucznych kwiatów, owoców i liści. W innych zawodach stosowanie powoduje jedynie niedogodności i cierpienie, co najwyżej chorobę o pewnym czasie trwania i ciężkości. Lecz w tym przypadku, przynajmniej w jednym przykładzie, prawdopodobnie w więcej niż jednym, doprowadziło do fatalnych konsekwencji. Chorują głównie kobiety. Według spisu, w 1851 roku w Wielkiej Brytanii istniało 3510 wytwórców sztucznych kwiatów, z czego tylko 517 było mężczyznami, a 2993 stanowiły kobiety. Z tej liczby 90 mężczyzn i 1452 kobiet miało mniej niż 20 lat, a 427 mężczyzn i 151 kobiet powyżej 20 roku życia. Procesy, w których wykorzystywana jest zieleń mineralna są prawie w całości wykonywane przez kobiety. Są trzy procesy. W pierwszym pigment jest mieszany w lekką pastę z gumy z wodą, potem nakładany na liście, wycinane z płatów muślinu i wytłaczany w prasie. W drugiej posypuje się nim liście lub owoce uprzednio zamoczone w roztopionym wosku, a w trzeciej wycina się warstwy muślinu, uprzednio zabarwionego na szmaragdową zieleń, nakładanego prawie w taki sam sposób, jak przy produkcji papierów barwionych i tłoczone za pomocą matryc.

Zielone winogrona są wytwarzane w drugim procesie, w którym małe szklane kulki są zanurzane w wodzie z gumą, a następnie posypywane proszkiem lub oprószone. Mówiąc ogólnie pigment rozpyla się na liście przez małą muślinową torebkę, ale przynajmniej w jednej manufakturze nakłada się go na liście zanurzone w wosku za pomocą łyżeczki. Ta metoda ma tę zaletę, że powoduje niewiele kurzenia. Czasami oprószone liście zanurza się w roztopionym wosku, innym razem pozostawia się je nietknięte. Pierwsze znane są jako „woskowane” liście, drugie to „kłaczkowate”. Do woskowanych nie ma więcej zastrzeżeń, ponieważ proces woskowania chroni truciznę i zapobiega jej oderwaniu. W przypadku niewoskowanych liści pigment można łatwo zetrzeć lub strząsnąć. Natomiast wytwarzanie i używanie takich ozdób w równym stopniu prowadzi do nieszczęścia. Proces pylenia lub „kłaczkowania” powoduje największe obrażenia.

Aby uchronić się przed złymi skutkami, jakie to powoduje, niektóre kobiety zakrywają usta i nozdrza ręcznikami owiniętymi wokół twarzy, ale ten sposób nie wyklucza całkowicie wchłonięcie trucizny z organizmu, ponieważ wdychane powietrze zawiera kurz. Nieco bardziej skuteczną metodą jest metoda stosowana przez niektóre młode kobiety, które zakrywają całą dolną część twarzy, podnosząc fartuchy i zapinając je z tyłu głowy. Lecz nawet to zabezpieczenie nie jest w pełni skuteczne. Efekt trucizny pojawia się w okresach od kilku godzin do dwóch lub trzech dni, a niedyspozycje, które powoduje są często tak poważne, że chorzy są przykuci do łóżek przez tygodnie, a nawet miesiące. Pierwsze objawy to cieknący nos i łzawienie oczy oraz kichanie; po nich następują nudności, bóle brzucha, odruchy wymiotne, wymioty i biegunka, krwawienie z nosa, kołatanie serca, duszność, senność rano (jest to bardzo częsty objaw), osłabienie i drżenie rąk. W przypadku tych młodych kobiet wysypka przybiera postać bardzo dotkliwej i prezentuje różne rodzaje wyglądu od skupisk pryszczy po skupiska krost i otwarte rany. Rany mają ciemny kolor i niezdrowy wygląd i mogą być opisywane jako złuszczające się wrzody. Chociaż najczęstszym miejscem wysypki jest szyja i okolice mieszków włosów, niektórzy mają ją na twarzy i na zgięciach ramion, a rany, które następują po niej, występują na innych częściach ciała. Często spotyka się je u nasady paznokci i na palcach. Jedna dziewczyna, którą widział dr Guy miała otwartą ranę na prawej nodze, inna na stopie. W jednym przypadku owrzodzenie całkowicie przeżarło mięso do kości palca, a inna młoda kobieta miała ranę na czubku głowy, z której wypadły wszystkie włosy.

Skutki trucizny czasami rozciągają się na dolne partie ciała, a w kilku przypadkach młode kobiety zostały tak poważnie ranne, że nie mogły usiąść. Jeden z najgorszych tego typu przypadków miał miejsce u dziewczyny zatrudnionej do zamiatania pracowni. Utrata głosu nie jest rzadkim objawem, często występuje krwawienie z nosa, a cera zmienia się zazwyczaj na ciemnożółtą lub oliwkową. Dzieci robotnic rodzą się czasem z ciemnym odcieniem skóry, a jedno niemowlę miało ranę na dolnej wardze, a także rany na palcach rąk i nóg. Wszystkie te złe konsekwencje mniej lub bardziej odczuwają młode kobiety, które pracują w przestronnych i wygodnych pomieszczeniach, pod kierownictwem inteligentnych brygadzistek, które pilnuję by te za długo nie wykonywały swojej pracy. W małych zakładach, gdzie mniej dba się o pracowników, ich cierpienia są prawdopodobnie jeszcze bardziej dotkliwe. Uwaga dr Guya była szczególnie skierowana na badanie rzekomych śmiertelnych przypadków zatrucia; ale chociaż przeprowadził najdokładniejsze dochodzenie, odkrył tylko jeden przypadek, w którym śmierć z pewnością była wynikiem zatrucia arszenikiem i inny, w którym jeśli nie bezpośrednio, została prawdopodobnie znacznie przyspieszona przez zajęcie zmarłej.

Pierwszy przypadek dotyczył Matildy Scheurer, której śmierć doprowadziła do wszczęcia śledztwa. Ta młoda kobieta, która miała 19 lat przez 18 miesięcy pracowała dzień w dzień w procesie „meszkowania”. Miała się całkiem dobrze kiedy zaczęła używać zieleni szmaragdowej. Najpierw skarżyła się na ból w boku i w środku, miała poranne wymioty o zielonkawym kolorze. Nie miała tak dużej wysypki jak wiele innych pracowników. Schudła, oczy wyglądały na zmęczone, a cera zmieniła kolor na żółtawy. Ciężko zachorowała w piątek i zmarła w następną środę. Jej głównymi objawami były: gwałtowne kołatanie serca, duszność, duża gorączka i niepokój, których nie udało się pokonać. Od czwartej nad ranem do wpół do dwunastej. Zmarła cierpiała na konwulsje z pianą na ustach, a w końcu z wyciekiem z nosa i oczu, które trwały aż do jej śmierci. Sekcja zwłok jednoznacznie wykazała, że śmierć nastąpiła w wyniku przewlekłego zatrucia arszenikiem, a ława przysięgłych wydała wyrok „śmierć przez arsenin miedziowy”.
W drugim przypadku młodej kobiety imieniem Frances Rollo, która pracowała w tej samej manufakturze, śmierć nastąpiła po tym, jak pracowała ze szmaragdową zielenią zaledwie cztery miesiące i to nie tak stale, jak wielu jej towarzyszy. Objawy jej śmiertelnej choroby były zgodne z przypuszczeniem zatrucia arszenikiem. Po jej śmierci jej serce, wątroba i nerki wykazywały chorobę.

Stan tych organów sam w sobie wystarczał do zgonu, ale jest prawdopodobne, a nawet prawie pewne, że szmaragdowa zieleń nie wywołała chronicznej choroby, która przekształciła się w ostrą chorobę, która okazała się śmiertelna. Są to jedyne śmiertelne lub nawet rzekome śmiertelne przypadki, o których słyszał dr Guy. Z satysfakcją dowiadujemy się, że od czasu ich pojawienia się fabryka, w której te młode kobiety były zatrudnione została przeniesiona do dużych i przestronnych pomieszczeń, gdzie przewidziano więcej miejsca na wentylację pomieszczeń i odpowiedniego dostarczania czystego powietrza każdemu pracownikowi, a w konsekwencji wpływ trucizny został znacznie zmniejszony. Kończąc swój raport, dr Guy sugeruje, że w celu ochrony społeczeństwa sprzedaż tej trującej zieleni producentom zabawek i cukiernikom powinna być zabroniona, a wszystkie zabarwione tapety, powinny być opatrzone pieczęcią „papier arszenikalny”. Jeśli chodzi o stosowanie szmaragdowej zieleni w manufakturach, doktor jest zdania, że w odniesieniu do mężczyzn i kobiet nie ma żadnego przypadku, który uzasadniałby jakiekolwiek specjalne przepisy o wysoce restrykcyjnym charakterze. „Skutki , choć nieprzyjemne, a nawet bolesne, wkrótce ustępują i mijają nie pozostawiając po sobie trwałego urazu”. Przypadek małych dzieci jest nieco inny. Dla ich ochrony uważa, że pracodawcom pod groźbą kary można zakazać się zezwalania osobom poniżej 18 roku życia na pracę ze szmaragdową zielenią lub pomieszczeniami, w których operacja ta znana jest jako „meszkowanie” lub jakikolwiek inny proces rozpraszający kurz w powietrzu.

Należy jednak przede wszystkim polegać na środkach ostrożności, których pracodawcy i zatrudnieni mają być dobrowolnie przestrzegać, a wśród nich najważniejszymi są zaprzestanie używania trucizny, gdy tylko jej charakterystyczne skutki ujawnią się w intensywnym stopniu, aby uniknąć przepełnienia i zachować czystość – sprawa niestety bardzo lekceważona przez pracowników obojga płci. Jeśli te wymagania zostaną spełnione, zieleń arszenikowa może zostać wykorzystana do celów produkcyjnych, nie bez niedogodności, a przynajmniej bez poważnego zagrożenia dla tych, którzy muszą z niej korzystać.

 

Published inprasa